O trudach i przyjemnościach w byciu księgarką. Wywiad z Martyną i Zuzą z Księgarni Dwie Siostry

Od kilku miesięcy biorę udział w projekcie Młodzi Poza Systemem i, chcąc dołożyć swoją cegiełkę do treści publikowanych przez nas na Facebooku, pod koniec lutego skierowałam swoje kroki do Księgarni Dwie Siostry. I przy parującej herbacie rozmawiałam z Martyną i Zuzą… aż przez godzinę! A jestem pewna, że mogłybyśmy jeszcze dłużej.

Dziewczyny opowiedziały mi wtedy o zawodzie, o którym sama momentami marzę. Dyskutowałyśmy o książkach, o byciu nastolatkiem_tką. Słuchałam i dociekałam. A całość bardzo miło wspominam.

Dziś dzielę się tym z Wami. Miłego czytania!

Wywiad powstał w ramach projektu Młodzi Poza Systemem.

Młodzi Poza Systemem: Jak to się stało, że zostałyście księgarkami?

Martyna: Moja droga była dosyć przypadkowa, mimo że od dziecka moim marzeniem była praca w księgarni, a Zuza nie miała innego wyjścia… (ze śmiechem)

Zuza: To było moje naturalne środowisko. Rodzice księgarze, brat antykwariusz…

M: A mi się zawsze wydawało, że to jest taka wymarzona praca: pracować z książkami, a jednak udało się to zupełnie przypadkowo. Jako pierwsze studia skończyłam historię sztuki, potem pedagogikę i udało mi się dostać na praktyki do Wydawnictwa Dwie Siostry. A potem, gdy szukano pomocy do księgarni, wysłałam tu swoje CV. Byłam w dobrym miejscu, o dobrym czasie.

Z: Studia dają pewne narzędzia, które niekoniecznie są dedykowane zawodom kojarzącym się z nimi. Praca w księgarni to przeróżne zajęcia, począwszy od animowania różnych wydarzeń aż do księgowości, która jest naszym “ukochanym” zajęciem. W trakcie pracy nie ma czasu na czytanie. Legenda o księgarzu czytającym całymi dniami książki jest nieprawdziwa.

M: Fajnie by było.

Z: Tak fajnie, ale to by oznaczało, że nikt nas nie odwiedza.

M: (ze śmiechem) Więc całe szczęście, że nie mamy na to czasu.

Z: Natomiast wracając do tego, od czego się zaczęło, to moi rodzice byli księgarzami. Mój ojciec zaczynał w Państwowych Domach Książki i tam przeszedł wszelkie etapy ścieżki zawodowej: od magazyniera po kierownika. A potem w latach 90. wspólnie z mamą założyli księgarnię edukacyjną. Więc było to środowisko, w którym dorastałam. Bardzo długo myślałam, że zajmę się czymś zupełnie innym, studiowałam grafikę, fotografię… Ale koniec końców nie potrafiłam oderwać się od księgarni. Był moment, w którym miałam szukać pracy i składać CV (w końcu złożyłam chyba jedno), więc de facto nie szukałam w ogóle pracy. Ciągnęło mnie z powrotem do księgarni, którą z rodzicami prowadziłam  wspólnie przez 12 lat. Wtedy żyłam tym całkowicie i praktycznie na nic innego nie miałam czasu. Więc teraz dopiero trochę łapię oddechu, pomimo tego, że tutaj praca też jest bardzo intensywna. Bo kiedy robi się zbyt spokojnie…

M: …znaczy, że coś jest nie tak.

Z: To znaczy, że robi się za mało. Że trzeba coś ciekawego, nowego wymyślić.

MPS: To myślę, że z tym jakoś wiąże się następne pytanie, które chciałam zadać, czyli jaka jest w ogóle historia Księgarni Dwie Siostry?

M: Księgarnia ma 6 lat i od początku była ona tutaj w tym miejscu, na Powiślu. Została założona przez Wydawnictwo Dwie Siostry, które zresztą mieści się w tej samej kamienicy!

M: Wydawnictwo otworzyło księgarnię, przede wszystkim po to, by pokazywać, co ciekawego jest na rynku książki dziecięcej.

Z: Celem było stworzenie flagowej księgarni wydawnictwa i naturalnie to oferta Wydawnictwa Dwie Siostry u nas dominuje. Ale zależy nam na pokazywaniu, że cały rynek książki dziecięcej w Polsce trzyma poziom. Oprócz tego księgarnia jest miejscem, w którym, jak jeszcze można było to robić, prowadziłyśmy warsztaty i organizowałyśmy premiery książkowe.

MPS: To skoro Wasza księgarnia jest tak silnie powiązana z wydawnictwem to Wy w jakiś sposób pracujecie też w wydawnictwie? Wykonujecie jakieś zadania związane z wydawaniem książek, czy przeglądacie coś?

M: Jesteśmy ściśle związane z wydawnictwem, ale zajmujemy się książką na samym końcu jej drogi. Promujemy nowości wydawnicze, organizujemy warsztaty, ściśle współpracujemy z działem handlowym, np. przy prowadzeniu sklepu internetowego.

Z: Staramy się tworzyć spójny wizerunek firmy. To jest bardzo istotne. Od zajęć, przez aranżację księgarni, po media społecznościowe.

MPS: A oprócz tego, że zaczęłyście zajmować się sklepem internetowym, to jak jeszcze pandemia wpłynęła na pracę w księgarni?

M: Przede wszystkim: brak warsztatów.

Z: W tej chwili ruszyłyśmy z warsztatami online, ale to zupełnie co innego.

M: Warsztaty zajmowały nam od dwóch do czterech sobót w miesiącu. Było naprawdę dużo. Zeszłoroczne cykle zostały ostatecznie zrealizowane w formie filmów. To miał być cykl warsztatów, więc zupełnie inaczej to wyglądałoby w księgarni. Zmieniła się też liczba osób, które nas odwiedzają. Ze względu na brak warsztatów odwiedza nas dużo mniej dzieciaków, rodzice przychodzą sami. Dopiero teraz, gdy zaczęłyśmy te warsztaty online to uświadomiłam sobie “Kurcze, przecież do nas kiedyś przychodziło tak dużo dzieci.”.

Z: To nie jest też tak, że w ogóle nie przychodzą z rodzicami, ale jednak jest tych wizyt mniej. Sprzedaż częściowo przeniosła się do  zakupów w sklepie internetowym. Co ciekawe, teraz odwiedziny w księgarni to forma atrakcji, jakiś powód do wyjścia z domu, atrakcja turystyczną. Może pozytywnym efektem edukacji zdalnej będzie to, że część dzieciaków będzie już miała dość komputerów. Chociaż nie wiem, może to jest tylko utopijne myślenie

MPS: To skoro już mowa o klientach, to czy interakcje z nimi bywają trudne?

M: Czasami, ale zacznijmy od tego, że mamy dobrych klientów. Naprawdę rzadko zdarzają się tacy, z którymi ciężko współpracować. Tutaj przychodzą raczej osoby, które są miłe. Rozpoczynając tutaj pracę zdziwiłam się, ile osób faktycznie prosi o poradę. Ja sama byłam raczej klientką-czytelniczką, która sama zawsze starała się znaleźć książkę. A z drugiej strony, kiedy sprzedaje się książki to jest bardzo fajne, że ludzie chcą rozmawiać, że chcą dyskutować, wchodzić w interakcję.

MPS: Ja też zauważyłam tą różnicę, że kiedy idę do takiej sieciowej księgarni to tylko wchodzę, rozglądam się i biorę coś konkretnego, po co przyszłam. A jak przychodzę do Księgarni Dwie Siostry albo innej, lokalnej księgarni to jednak przychodzę, żeby wejść w interakcję z księgarzem/księgarką i przychodzę z taką otwartością. Z taką myślą, że kupię to, co wpadnie mi w oko albo zostanie mi polecone. W innym celu przychodzę.

Z: Ty jesteś też innym rodzajem klienta. Jesteś odbiorczynią, która bardzo dużo czyta i pisze o książkach oraz nie boisz się rozmawiać. W większości ludzie mają bardzo duży opór, bo odbierają doradzanie jako narzucanie. Więc, gdy ktoś przychodzi to trzeba wyczuć, czy dana osoba chce, by jej doradzić. Jeśli nie, to można chociaż pokazać, gdzie znajdzie konkretny rodzaj książek, ewentualnie patrzeć, co wybiera i podsunąć coś o podobnej tematyce. Czyli dać tej osobie przestrzeń. A specyfika pracy w księgarni dziecięcej różni się tym, że rodzice, chrzestni, ciocie itd., uczą się dopiero dobierać książki dla dzieci. Boją się, żeby nie było tam nic nieodpowiedniego dla danego wieku. A żeby to stwierdzić trzeba najpierw coś przeczytać. Zależy im na tym, żeby spytać specjalistki. Gdy zaczynałam tutaj pracować to najtrudniejsze było dla mnie doradzanie w kategorii 8-15 lat, bo trzeba być przygotowanym. Trzeba to wszystko przeczytać, znaleźć swoje “pewniaki”, wiedzieć, które wydawnictwo wydaje jakie książki. Trzeba orientować się w jakich książkach występują popularne motywy, np. konie. To chyba nasz ulubiony motyw.

Z: I ostatnio Martyna mówi “A wiesz, motyw konia jest jeszcze w >>Wojnie, która ocaliła mi życie.<<”.

M: Zgodziłyśmy się wtedy: „To trzeba zapamiętać!”. A wracając do pytania to raczej nie ma zbyt trudnych klientów. Bywają słabsze dni. Ale mam kilka takich rzeczy, które mi zawsze podnoszą ciśnienie. Na przykład, gdy polecam książkę dla dwu- lub trzylatka i słyszę “Ale ona jest dziewczyńska.” albo “Ale ona jest dla chłopaka.”. Wtedy od razu sobie myślę “Książka przecież nie ma płci.”. Ale to nie jest nasza rola, by o tym dyskutować, klient chce po prostu wyjść z książką na prezent.

Z: Czasem jak tracimy wenę, bo polecamy dużo rzeczy i nadal coś nie pasuje tej osobie. Wtedy woła się drugą księgarkę – może ona coś wymyśli.

M: Albo, gdy wiemy, że któraś z nas bardziej orientuje się w danej tematyce to wtedy prosi się tą drugą. To jest duże ułatwienie.

MPS: Mówiłyście, że musicie czytać te książki, żeby wiedzieć, co polecać. Czy to też sprawiło, że czytanie literatury dziecięcej czy młodzieżowej zaczęło być też jakąś przyjemnością?

M: Dorośli też mogą czytać literaturę dziecięcą! (śmiech). Zawsze kochałam książki dla dzieci i dlatego przyszłam na praktyki do Dwóch Sióstr. Czasem mamy potrzebę poczytania książek dla „dorosłych”, ale to literatura dziecięca włada naszym życiem (ze śmiechem).

Z: Na przykład, gdybym tutaj nie pracowała to nie odkryłabym “Lustrzanny”, którą bardzo lubię. Ale jednak, jest to czytanie do pracy.

M: Taka trochę praca po godzinach. Jest z tego frajda, bo te książki są super i można odkryć fajne rzeczy. Coś pozytywnego, a nie tylko tę rozpacz w książkach dla dorosłych (ze śmiechem). Dlatego to jest fajne. Ja też bardzo lubię ilustracje. Jednak w którymś momencie to zaczyna być takim trochę odrabianiem pracy domowej.

Z: A jeszcze jest taka kwestia, że odkąd tutaj pracujemy nie raz się przekonałyśmy, że jest taka pula książek, którym ciężko przypisać kategorię wiekową. Są zarówno dla najmłodszych, jak i dla trochę starszych. A i dorosły czytelnik przeczyta z przyjemnością i odnajdzie w niej coś dla siebie.

MPS: …i z których się wyrasta. To przeskoczę teraz do trochę innego tematu: najlepsze wspomnienie związane z pracą w księgarni to…

Z: …komplement “Jest pani lepsza niż Google”. Dostałam go, gdy pracowałam w księgarni związanej ze sztuką, przy muzeum. I było to od pani, która przyszła po książkę z literatury hiszpańskiej. Ja miałam wtedy ze dwa tytuły na krzyż, ale idąc drogą skojarzeń doszłyśmy do artysty, na którego ona by sama nie wpadła. Generalnie dużo jest takich miłych rzeczy, ale to jest coś, co szczególnie zapadło mi w pamięć.

M: Moje jest bardzo świeże, bo z grudnia. Pani przyszła po konkretne książki i przypadkowo znalazłam jej egzemplarze z autografem, niektóre sprzed kilku lat. I była taka szczęśliwa. Powiedziała, że dostała przykrą wiadomość dzisiaj, ale przyjście tutaj bardzo poprawiło jej humor.

Z: W pracy w księgarni fajna jest też ta interakcja z ludźmi, bo można komuś np. poprawić humor. Też podczas warsztatów wytwarza się taka pozytywna energia.

M: Praca z dziećmi jest super.

Z: Liczy się szybkość reakcji.

MPS: Czyli to jest jedną z takich cenniejszych rzeczy w pracy w księgarni?

Z: Tak! Dla mnie ważny jest kontakt z ludźmi. Jak w muzeum miałam szansę na pracę w bibliotece to odmówiłam, bo nie byłam w stanie ograniczyć kontaktu z ludźmi do tego stopnia. W księgarni trafia się na ludzi, którzy poszukują, mają konkretne zainteresowania. To jest naturalny sposób poznania czyjegoś postrzegania świata. Czasem wiem mniej o swoich znajomych niż o niektórych klientach.

MPS: Jakie książki ukształtowały Was w nastoletnim życiu i czy uważacie, że można je nadal polecać osobom w naszym wieku.

M: Trudne pytanie. Ja podchodzę z dużą ostrożnością do książek, które bardzo lubiłam w nastoletnim życiu. Jako nastolatka nie byłam świadoma różnych społecznych kwestii. Jako dziecko wychowane w bardzo zamkniętej bańce osób mało się od siebie różniących, chociażby wyglądem. Dodatkowo mieszkałam w małym mieście. Wtedy wydawało mi się, że te książki są niesamowite, a gdy teraz, czytam je ponownie to okazuje się, że są okropne albo mają takie motywy, które sprawiają, że aż zgrzytam zębami. Gdy człowiek się zmienia, zmienia się percepcja i te książki niekoniecznie są tymi, które polecam. Byłam dość pretensjonalną nastolatką, więc zaczynałam z grubej rury. Np. w liceum moją ulubioną książką było “Sto lat samotności”. Jednak mimo wszystko chyba najbardziej ukształtowały mnie książki fantasy, które wtedy czytałam, bo to było coś, co czytałam dla frajdy, a nie dlatego, że chciałam być mądrzejsza.

Z: Poza tym każda książka ma swój czas i jak ostatnio wróciłam do książki “Paragraf 22”, która mi się strasznie podobała, gdy czytałam ją jako nastolatka, a w tej chwili mocno mi się dłużyła, nie odnajdywałam się tam.

M: Są też takie książki, które podobają się cały czas, ale szczególnie z tymi z okresu nastoletniego bywa różnie.

Z: “Mistrz i Małgorzata” jest taką, którą mogę polecić. To wydanie od Ossolineum miało jeden z najlepszych wstępów do książek, jakie w ogóle istnieją. Dzięki temu zapamiętałam to jako jedną z lepszych pozycji. Teraz Wydawnictwo Tajfuny opracowuje świetne wstępy do książek, które wydają, że ja mam czystą przyjemność z czytania ich. A wracając do samych książek to mogę polecić “Czarnoksiężnika z Archipelagu” Ursuli K. Le Guin

MPS: Ja mam też taki problem, że w okresie nastoletnim się bardzo wszyscy zmieniamy. I dlatego też nie mam zaufania do swojego gustu książkowego sprzed 2-3 lat i mało książek czytam więcej niż jeden raz, więc też boję się komukolwiek te pozycje polecać. Te książki też czasem mają jakieś schematy, których nie byłam wtedy świadoma, bo np. była to pierwsza książka z danego gatunku, którą czytałam.

M: To jest właśnie ten problem w ogóle przy czytaniu książek, bo przecież ciągle się starzejemy, dojrzewamy do różnych rzeczy, stajemy się bardziej świadomi, a książki nie dojrzewają razem z nami. One zostają takie same.

Z: Ale z drugiej strony są one takimi punktami odniesienia.

M: A jeszcze wracając do tych książek z okresu nastoletniego: my też z Zuzą dorastałyśmy w takich czasach, gdy nie było takiej literatury młodzieżowej, jaka jest teraz. Książki z kategorii Young Adult, których teraz jest mnóstwo i można w nich odnaleźć masę świetnych rzeczy, w czasie, gdy ja byłam nastolatką to dopiero zaczynały się ukazywać. Dostępnych ówcześnie książek młodzieżowych nie dało się czytać. Więc albo czytało się książki dla dzieci, albo dla dorosłych.

MPS: Ja miałam też taki problem, gdy miałam 12 lat, że czułam, że książki dla dzieci nie są już dla mnie, a książki młodzieżowe wydawały się jeszcze za dorosłe dla mnie. I nie wiedziałam, co mam czytać. Trochę skubnęłam tu, trochę tam. To był taki okres przejściowy dla mnie.

Z: To też widać trochę po warsztatach: albo są takie dla dzieci, albo dla starszych nastolatków.

M: Ten wiek przejściowy rzeczywiście jest trochę problematyczny.

MPS: To teraz trudne pytanie: Wasze ulubione książki to…? Możecie iść po kategoriach, bo tak ogółem to ciężko jest powiedzieć. Na przykład: ulubieńcy Young Adult.

Z: U mnie “Lustrzanna” i “Zabić drozda”, ale to drugie to raczej dla tych starszych nastolatków.

M: Ja bardzo lubię pozycje spod pióra Rainbow Rowell i żałuję, że nie było ich, gdy ja byłam nastolatką. Nie czytałam wszystkich, ale patrzę teraz szczególnie na “Zbłąkanego syna” i “Carry on”.

MPS: “Pumpkin heads” też jest od tej autorki.

Z: Dla mnie to jeszcze “Rok, w którym nauczyłam się kłamać”, ale to jest dla trochę młodszych nastolatków. “Tippi i ja” – to dla starszych.

M: A jeszcze “Pasztety do boju!” chyba są moją ulubioną książką dla nastolatków. Ja jeszcze lubię bardzo te z postaciami LGBT+, bo ich w ogóle nie było gdy ja byłam nastolatką.

MPS: Z takich z nieheteronormatywnymi postaciami to ja lubię Alice Osman. Na razie czytałam tylko “Loveless”, ale bardzo mi się podobała.

M: Ja na audiobooku słuchałam “Radio silence” spod pióra tej autorki. Właśnie podobało mi się bardzo poruszenie tematu aseksualności i demiseksualności. Cieszę się, że dzieci i młodzież mogą teraz czytać takie książki i mieć jakiś punkt odniesienia. I to, że mogą też czytać historie o innych osobach niż białe, hetero i cis.

MPS: Jeszcze się zapytam na koniec: jaką radę dałybyście młodym osobom, które chcą w przyszłości pracować z książkami, np. w księgarni albo wydawnictwie?

M: Żeby już teraz próbować mieć jak największy dystans do siebie. Bo każdy ma swoje sugestie i nie ma za bardzo przestrzeni na pochwały, tylko od razu przechodzi się do tych uwag. I dla przyszłych pisarzy: książka to nie jesteś ty. Uwag nie trzeba brać do siebie.

Z: Wszystkiego można się nauczyć. Nie trzeba być omnibusem. No i słuchać i starać się, bo trzeba zrozumieć, dlaczego ta księgarnia/wydawnictwo powstało, dlaczego są wydawane takie książki, a nie inne.

MPS: To dziękuję za udzielenie wywiadu!

M i Z: Proszę bardzo. I my też dziękujemy!

Jeśli podobał Wam się wywiad zapraszam Was na Facebooka i Instagrama Młodych Poza Systemem, gdzie możecie przeczytać więcej ciekawych treści.

Opublikowane przez Tosia (Ogarniam to)

Hej, prowadzę bloga i Instagrama pod nazwą "Ogarniam to". Kocham czytać książki, oglądać dobre filmy i żyć po swojemu :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Create your website with WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: